Część pierwsza napisana przez: Shana Goldberg-Meehan & Scott Silveri
Część druga napisana przez: Andrew Reich & Ted Cohen
Części pierwsza i druga przepisane przez: Eric Aasen
Tłumaczenie całości: Sito.
[Scena: Mieszkanie Moniki, Chandlera i Phoebe. Chandler znów pokazuje Ross'owi, Rachel, Joey'owi i Phoebe swoją obrączkę zaręczynową.]
Ross: Boże, to najpiękniejsza obrączka jaką widziałem!
Rachel: Tak ??? No ty powinieneś wiedzieć. Nakupowałeś ich z bilion.
Ross: Tak, ale ty nie dostałaś.
Chandler: Dobra, dziś jest mój wielki dzień.
Phoebe: Tak!
Joey: Dobra słuchaj, jak się jej oświadczysz ???
Chandler: Wszystko będzie idealnie. Zabieram ją do jej ulubionej restauracji. Zamówię butelkę szampana, którego ona uwielbia...wiedząc jak bardzo jest drogi. A potem jak kieliszki już będą pełne to zamiast wygłosić toast oświadczę jej się.
Rachel: Ohh...
Joey: To brzmi idealnie!
Chandler: Tak.
Joey: Schrzanisz to, ja to zrobię.
Chandler: Nic nie schrzanię.
Phoebe: Jeśli powie "nie" to dasz mi obrączkę ???
Chandler: Ona nie powie "nie".
Phoebe: Jeśli!
Monica: (wchodzi) Hey!
Ross: Hey!
(Wejście Moniki sprawia, że Phoebe chowa obrączkę w ustach.)
Chandler: Hey!
Phoebe: (z pełnymi ustami) Cześć Monica.
(Monica idzie do swojego pokoju.)
Chandler: (do Phoebe) Daj mi ją!
Phoebe: Przepadła.
Chandler: Phoebe!
(Phoebe wyjmuje ją z ust i daje Chandler'owi, ale właśnie w tej chwili wychodzi Monika ze swojego pokoju i teraz Chandler chowa obrączkę w ustach.)
Joey: Hey!
Chandler: (z pełnymi ustami) Cześć Monica.
(Ona wchodzi do łazienki.)
Phoebe: (do Chandlera) Praktycznie się całujemy. (Mruga do niego i robi minę jakby go całowała.)
INTRO
[Scena: Central Perk. Monica, Chandler, Phoebe i Joey tam są jak Rachel wchodzi.]
Rachel: (wchodzi) Hey!
Chandler: Hey!
Joey: Hey Rach!
Rachel: Ktoś z was jest wolny dziś wieczorem ??? Mój szef urządza akcję charytatywną dla upośledzonych dzieci i im więcej osób przyprowadzę tym lepię wypadnę. Więc, Monica ??? Chandler ???
Chandler: (gapi się na nią) No, Monica i Chandler nie mogą iść. Idziemy na kolację, pamiętasz ???!
Rachel: Oh mój Boże, przepraszam.
Monica: To takie wielkie rzeczy ???
Chandler: Denerwuje mnie tylko jak Rachel nie pamięta gdzie idziemy.
Joey: A gdzie idziecie ???
(Chandler gapi się teraz na niego.)
Rachel: A może wy ??? (Pokazuje na Phoebe i Joey'a.)
Phoebe: Otwarty bar ???
Rachel: Chyba tak.
Phoebe: To mogę zrobić dla dzieci.
Joey: Hey, wiesz co ??? Też przyjdę. Teraz zarabiam pieniądze... najwyższy czas, żebym coś oddał.
Chandler: Równie dobrze możesz oddać pieniądze, które wisisz mi.
Joey: Dobra. Z korzyścią.
Ross: (wchodzi) Hey!
Rachel: Hey! Ross, słuchaj, możesz iść z nami na bankiet charytatywny wieczorem ???
Ross: Oh nie, mam już plany z Elizabeth.
Chandler: Oh, więc ty już odwalisz swój wkład dla dzieci.
Ross: Przepraszam, ale to jedna z ostatnich okazji, żebym był z nią przed tym jak wyjeżdża na obóz...będę opiekunem!
Monica: Ross pozwól, że cię o coś spytam. Żarty na bok, gdzie cię prowadzi ten związek ???
Chandler: Zaraz, zaraz...żarty na bok ??? Nie wyraziłem na to zgody!
Monica: Naprawdę widzisz przyszłość tego związku ???
Ross: Sam nie wiem.
Phoebe: No wiesz, jesteś od niej starszy aż o 12 lat.
Ross: Czekajcie no chwilkę, wszyscy tak uważacie ???
Wszyscy: Tak! Tak, w pewnym sensie. Przykro nam.
Ross: Uh-uh...Wow! Uh, myślałem, że tylko sobie żartujecie, nie miałem pojęcia. A co wy wiecie ??? Mylicie się. Uh tak, jasne, że jest pewna różnica, ale ja jej nie zauważam. A wiecie czemu ??? Bo ona jest bardzo dojrzała. Poza tym nie bardzo się liczy to co myślicie. Znaczy się to ja umawiam się z Elizabeth, nie wy!
Joey: Nie to mówiła wczoraj w nocy. (Ross gapi się na niego.)
Rachel: Widzisz ??? Teraz on mógłby się z nią umawiać.
[Scena: Mieszkanie Moniki, Chandlera i Phoebe. Chandler ćwiczy oświadczyny.]
Chandler: Wyjdziesz za mnie ??? Czy wyjdziesz za mnie ??? (Pokazuje, że chciałby sobie strzelić w łeb.) Hey, żeń się ze mną! (Przerywa jak Joey, Rachel, Phoebe i Ross wchodzą, wszyscy podekscytowani.) Co jest małe...elfy ???
Joey: Twoja wielka noc! Chcieliśmy życzyć ci powodzenia!
Ross: Tak, masz obrączkę ???
Chandler: Tak, mam w kieszeni. (Klepie się w tą kieszeń. Phoebe uśmiecha się, idzie go przytulić i wyciąga obrączkę z kieszeni.) Pheebs ???
Phoebe: Oh! Oop! (Oddaje mu obrączkę.)
Chandler: Dobra, a teraz możecie sobie już iść ??? Chciał bym, żeby to była niespodzianka i żeby się nie dowiedziała.
Ross: (do reszty) Tak, tak ludzie. Idźcie już!
(Monica wychodzi z sypialni.)
Monica: Cześć wam.
Chandler: (do Moniki) Jesteś piękna.
Monica: Oh, dziękuję! (Wszyscy patrzą się na nią z obawą.) (Monica chichocze.) Co się dzieje ???
Rachel: (przerywa) Naprawdę się cieszymy z tej akcji charytatywnej, na którą idziemy.
[Scena: Akcja charytatywna. Rachel ogląda jeden z obiektów aukcji, a Phoebe podchodzi do niej i podaje jej kieliszek wina.]
Phoebe: Proszę.
Rachel: Oh! Dzięki!
Phoebe: Co się teraz dzieje ???
Rachel: Uh no, to cicha aukcja. Wykładają wszystkie rzeczy, a potem piszesz swoją ofertę i najwyższa wygrywa.
Phoebe: Nie, wiem co to cicha akcja, pytałam o twoje włosy ???
Rachel: (nagle się przejęła) Uh, a co ???
Phoebe: Nie! Są super!
(Pan Thompson - szef Rachel podchodzi.)
Pan Thompson: Miło cię widzieć Rachel.
Rachel: Oh, cześć!
Pan Thompson: Cieszę się, że przyprowadziłaś kogoś.
Rachel: Kogoś ??? Przyprowadziłam ludzi. Panie Thompson, to jest Phoebe. Phoebe, to pan Thompson. (Przedstawia ją.) to szef mojego wydziału.
Phoebe: Oh, cześć. (Podają sobie ręce.)
Rachel: I także przyprowadziłam przyjaciela...Joey'a...
Joey: (za nimi) Oh!! Krewetkowy toast! (Przechodzi właśnie koło małej grupki osób.)
Rachel: Właściwie to nie wiem gdzie on teraz jest.
Pan Thompson: Mam nadzieję, że składasz ofertę na którąś z rzeczy Rachel.
Rachel: Wiesz co ??? Właśnie robiłam podejście do tej wspaniałej wycieczki do Paryża.
Pan Thompson: Ohh, dobry wybór.
Rachel: Tak.
Pan Thompson: Powodzenia.
Rachel: Dziękuje. (Pan Thompson odchodzi.) Dobra, (pisze coś na karteczce licytacyjnej) 20 dolców.
[Scena: Pokój Elizabeth. Ross podchodzi do jej drzwi i puka. Nagle drzwi się otwierają i Elizabeth wciąga go do środka.]
(Razem z Elizabeth w pokoju są jeszcze 2 przyjaciółki.)
Zoe: Zamykaj drzwi! Zamykaj drzwi!! (Podbiega i zamyka drzwi.)
Ross: co się dzieje ???
Elizabeth: Chłopaki z naprzeciwka rzucają w nas balony z wodą.
Ross: Oh, zadzwońcie na policję! To właśnie zrobiłem dzieciakom z mojego bloku!
Elizabeth: Nie, to walka na wodne balony! My ją zaczęłyśmy!
Ross: Oh! (Wydaje jakiś dźwięk.) Słuchaj, wpadłem tylko, żeby zobaczyć czy chcesz iść dziś na tą sztukę. Umm, podobno jest wspaniała. Reżyser to sam...
Elizabeth: (ignoruje go i bierze dzbanek) Kto napełnił te ???
Sarah: (podchodzi z dwoma wypełnionymi balonami w rękach) Nikt! Kładziemy je tu! (Pokazuje na wspomniane balony, obie zaczynają piszczeć z radości, a ona zaczyna pić z balonu.)
Elizabeth: (do Ross'a) Chcesz trochę ???! (Zaczyna tryskać w jego kierunku.)
Ross: Nie! Dobra! Dobra! (Przerywa jej.) Dobra, słuchaj, możemy przez chwilkę pogadać ???
Elizabeth: Tak, jasne.
Ross: Uh, więc ta sztuka umm, co myślisz ??? Miała wspaniałe recenzje! Wiesz te...
(Nagle drzwi się otwierają i wpada 2 chłopaków z balonami.)
Pierwszy chłopak: Atak!
(Zaczynają wrzucać balony. Ross desperacko próbuje wydostać się z linii ognia, ale został uderzony od tyłu. Wszystkie dziewczyny chowają się za kanapę.)
Drugi chłopak: Odłożyć balony!
Dziewczyny: Wy odłóżcie!!
Pierwszy chłopak: Wy odłóżcie!!
(Obie drużyny zaczynają wrzeszczeć na siebie, żeby drudzy odłożyli balony i się poddali. Wreszcie Ross wchodzi jako mediator.)
Ross: (krzyczy) Wszyscy odłożyć balony >!!! (Tymczasowe wstrzymanie ognia.) to jest drogi garnitur!! (Pokazuje wszystkim miejsce, w które dostał.)
[Scena: Akcja charytatywna. Pan Thompson ogłasza zwycięzców cichej akcji.]
Pan Thompson: Kolejna nagroda...romantyczna wycieczka do Paryża. (Cisza.) Wygrywa Emil Alexander, który wylicytował 2,300.
Rachel: Ugh! Tak blisko!
(Phoebe wraca z pełną tacą różnistych drinków.)
Phoebe: Hey wam! Patrzcie!
Joey: Hey!
Phoebe: Przyniosłam kilka drinków!
Rachel: Co ty wyprawiasz ???
Phoebe: Otwarty bar!
Rachel: No teraz to pewnie pusty bar.
Phoebe: Nie możesz znieść tego, że inni dobrze się bawią, co ???
Pan Thompson: I wreszcie, nasza najcenniejsza wygrana, 22-metrowy jacht. Zwycięski kupon był na sumę $20,000! (Joey nagle zaczyna się cieszyć.)
Joey: Wygrałem! To moja suma!
Rachel: Co ???! Co ???! Co ???!
Joey: Zgadłem, że to będzie 20,000!
Rachel: Joey! To aukcja! Tu się nie zgaduje, tu się kupuje!
Joey: Co ???! Nie mam 20,000!
Pan Thompson: Gratulacje panu Joey'owi Tribbiani'emu!!
(Wszyscy klaszczą, a on powoli się podnosi.)
Rachel: Joey! Siadaj! (Ściąga go w dół.)
Phoebe: Wybacz jej! Ciesz się tym!! (Znów go podnosi i bije mu brawo. Joey macha wszystkim i salutuje.]
[Scena: Restauracja. Monica i Chandler siedzą przy stoliku. Monica poprawia makijaż jak Chandler nagle z przerażonym wyrazem twarzy zaczyna klepać się po kieszeniach, szukając czegoś, a gdy wreszcie to znajduje to oddycha z ulgą.]
Monica: Co ty robisz ???
Chandler: (próbuje się wytłumaczyć - jego ręka jest na sercu) Jedne naród, opieka Boga. Niewidzialne dzięki za wolność i sprawiedliwość. (Śmieje się.) Zapamiętałem. (To oczywiście fragment przysięgi, którą wygłaszają obcokrajowcy, starający się o obywatelstwo USA.) Mamy szampana. (Kelner nalewa do kieliszków.)
Monica: Nic ci nie jest ???
Chandler: Tak! Tak! W porządku! A u ciebie ??? Nic ci nie jest ??? Czy wszystko...jak...jest idealnie ???!
Monica: Tak. Dobrze. Właściwie trochę mi zimno, dasz mi marynarkę ???
Chandler: Oh, tak. (Zaczyna ją zdejmować, a potem dociera do niego) Uh, nie nie dam ci marynarki! Bo wtedy mi będzie zimno! Jak wiedziałaś, że bćdzie ci zimno to powinnaś sobie wziąć coś ciepłego. Ale uh, poza tym, wszystko w porządku ??? Jak się czujesz ???
Monica: (śmieje się) Jesteś pewien, że nic ci nie jest ???
Chandler: Tak! W porządku. W zasadzie o już przez dłuższy czas nic mi nie jest, a powodem jesteś ty.
Monica: Ohh, to kochane!
Chandler: Dobra umm, przed tobą miałem naprawdę cienkie życie i nie mógł bym sobie wyobrazić dorastania...
(Jak on mówi Monika zauważa kogoś znajomego, który właśnie wszedł do restauracji.)
Monica: (przerywa mu) Oh mój Boże!
Chandler: (nie wie o co chodzi Monice) Wiem, ale pozwól mi to powiedzieć.
Monica: Oh mój Boże, Richard.
Chandler: Co ???! Jestem Chandler! (Ona pokazuje kierunek drzwi, Chandler odwraca się i patrzy) Oh, to Richard!
Monica: Oh Boże, może nas nie widzi. Richard!
(Monica uśmiecha się, a potem udaje zaskoczenie. Chandler nie wierzy, że to zrobił.)
Richard: (podchodzi do nich z jakąś kobietą) Monica! Chandler!
Chandler: Hey, hey, hey! (Podnosi się i obejmuje go.) Nie wiem po co to zrobiłem!
Monica: Hey, świetnie że cię spotkaliśmy!
Richard: Was też, urosły ci włosy.
Monica: Tak...o...racja. Zawsze chciałeś. Hey ty też masz znowu wąsy.
Richard: Nos się stęsknił.
Chandler: (do kobiety Richarda) A ty nie masz wąsów...to dobrze. (Ona się tylko uśmiecha.) Jestem Chandler...żartuję jak czuję się niezręcznie.
Kobieta Richard'a: Cześć jestem Lisa.
Chandler: Cześć.
Richard: Oh przepraszam. (Przedstawia ich.) Lisa, (pokazuje) Monica, Chandler. Kiedyś umawialiśmy się.
Chandler: Richard! Nikt nie powinien o nas wiedzieć! (Richard uśmiecha się do niego.) Widzisz, znów to zrobiłem.
Monica: Chandler, może usiądziemy ???
Chandler: Tak, ja siadam. (Wsuwa się powoli w swoje krzesło.)
Monica: (do Richard'a) Miło cię widzieć.
Kelner: (do Richard'a) Pana stolik jest gotowy.
Richard: Oh. Cieszę się, że was widzę.
Chandler: Tak. (Myśli, że już poszedł.)
Kelner: (pokazuje na stolik obok Moniki i Chandlera) Albo jak pan woli to ten stolik też jest wolny.
Richard: To może być zabawne. (Richard i Lisa siadają.)
[Scena: Akcja charytatywna. Rachel, Phoebe i Joey siedzą przy swoim stoliku.]
Rachel: Coś ty myślał ???!
Joey: Nie wiedziałem, że to aukcja!
Rachel: C... ???!
Joey: Myślałem, że to zgadywanka, taka akcja, darmowa łódź!
Rachel: Dlaczego na akcji charytatywnej rozdawali by coś ???!
Joey: Nie wiem! Charytatywność ???
Rachel: Ugh!
Phoebe: Kup tę głupią łódź! (Wciąż kurczowo trzyma się swojej tacy pełnej drinków.)
Rachel: Phoebe, nie sądzisz, że starczy ci tego picia ???
Phoebe: Pomagam dzieciakom!
Rachel: Jak twoje picie pomaga dzieciakom ???
Phoebe: Im więcej pije tym mniej zostawiam dzieciom do picia.
Pan Thompson: (podchodzi) Pan Tribbiani.
Joey: Oh cześć!
Pan Thompson: Twój hojny datek o wiele zbliżył nad do wybudowania nowego centrum dla dzieci.
Joey: Tak z ciekawości, ile jest warta ta łódź ???
Pan Thompson: Chyba była wyceniona na 19,000
Joey: (do Rachel) Hey byłem całkiem blisko. (Ona się na niego gapi.) Uhh, złe wieści. Umm nie mogę kupić tej łodzi bo nie mam tyle pieniędzy.
(Pan Thompson patrzy zaszokowany na Rachel, ona nagle zaczyna się śmiać.)
Rachel: Joey! Joey, dobre! (Pan Thompson też zaczyna się śmiać.)
Pan Thompson: To dobre! Bardzo dobre! (Odchodzi.)
(Po tym jak on odszedł Rachel przestaje się śmiać i znów gapi się na Joey'a.)
Joey: Słuchaj, chyba sobie już pójdę. (Wstaje.)
Rachel: (zatrzymuje go) Hey! nie możesz wyjść...Joey! Zgodziłeś się kupić tę łódź, tak ???! to kontrakt! A na dodatek jak wyjdziesz to mój szef mnie zabije!
Joey: To co mam zrobić Rach ???! Nie mam tyle pieniędzy!
Rachel: Wiem. Dobra. (Szepcze coś.) Dobra. Dobra. Zrobimy tak, pójdziemy do kolejnego najbliższego zwycięzcy i oddamy mu łódź, a ty tylko zapłacisz różnicę.
Joey: Dobra.
Rachel: Dobra.
Joey: A poza tym nie wiem po co dzieci potrzebują centrum! Wiesz ??? Powinny po prostu oglądać telewizję po szkole tak jak ja!
Rachel: Nie dobrze.
[Scena: Restauracja. Monica, Chandler, Richard i Lisa razem zestawili stoliki i razem jedzą i rozmawiają.]
Monica: I wtedy byliśmy schowani w łazience.
Richard: Ja wymknąłem się przed Moniką , a przyszli jej rodzice.
Monica: Wtedy ja schowałam się pod prysznicem, a oni jak wiesz byli wtedy już na podłodze.
Lisa: (śmieje się) Oh mój Boże!
Chandler: Ja mam coś dobrego! Ja też! Raz jak naszedłem rodziców to zobaczyłem jak się kochają z tym samym facetem.
(Następuje krępująca cisza.)
Richard: Świetnie, że znów się spotykamy. Chciałbym wznieść toast. (Wszyscy podnoszą kieliszki) Uh, jak niegdyś mówił poeta: "W imię przyjaźni, niech nastanie śmiech i przyjemności".
Monica: Ohh.
Chandler: Co ???!
(Wszyscy piją.)
[Scena: Mieszkanie Moniki, Chandlera i Phoebe. Monica i Chandler wracają i zastają tam czekającego na nich Ross'a.]
Ross: Oh mój Boże, wy!! (Jest strasznie podekscytowany tym, co myślał, że się stanie.)
Chandler: (przerywa mu, zanim będzie za późno) Zanim cokolwiek powiesz, my też mamy dla ciebie historię! Zgadnij na kogo wpadliśmy w restauracji!
Ross: Na kogo ???
Chandler: Richard!
Ross: Co ??? (podniecony) A-ohh! (Dociera do niego) Ohh. Racja, racja. To też ulubiona restauracja Richarda.
Chandler: Oh, wiedziałeś o tym. Świetnie!
Monica: Myślałam, że wychodzisz z Elizabeth.
Ross: Tak, miałem zamiar, ale, ale była trochę zajęta swoją walką na wodne balony.
Monica: Oh Ross, czasem niektórzy dorośli mają swoje obowiązki, które muszą zrobić!
Ross: Wiecie, może ona jest dla mnie za młoda. Wiecie, jak tam byłem, a ona latała w kółko ze swoimi przyjaciółkami...czułem się jak opiekunka do dzieci. Wreszcie widzę o czym mówiliście. Nie wiem co mam robić.
Monica: Czemu po prostu nie porównasz do siebie wszystkich dobrych rzeczy związanych z tym związkiem z tymi złymi. To właśnie zrobiłam jak pierwszy raz...(patrzy na Chandlera i przerywa)...coś porównywałam.
Ross: Dobra umm, złe. Jestem od niej 12 lat starszy.
Monica: Jak szkoła się dowie to jesteś zwolniony.
Ross: Hmm.
Monica: Wyjeżdża za trzy miesiące.
Chandler: Na obóz!
Ross: Dobra, teraz dobre. Umm, jest miła i ładna i...
Monica: Patrz Ross, musisz sobie zadać jedno pytanie: "Czy widzisz z nią przyszłość ???" Znaczy się coś takiego jak ślub z nią ??? (Ross zaczyna się zastanawiać.) Oh mój Boże! Już to zrobiłeś! Poślubiłeś ją, nie ???!
Ross: Nie! Nie! Nie zrobiłem tego. Ja...ja tylko...Dobra, serio, nie. Nie widzę z nią wilekiej przyszłości.
Monica: Dobra, więc to jest chyba twoja odpowiedź.
Ross: Muszę z nią pogadać. Ugh, nienawidzę tej części.
Chandler: Hey, musisz zapomnieć o Elizabeth. Znaczy się jak będziesz tak uważał to może się nie ożenić w ogóle tego roku!
[Scena: Akcja charytatywna. Rachel i Phoebe siedzą przy stoliku jak Joey podchodzi.]
Joey: Rach! Rachel! Dobra, następny najbliższy siedzi przy stoliku numer 1.
Rachel: Oh świetnie!
Joey: (do Phoebe) Oh, a ten gość od podróży do Paryża jest przy stoliku 4.
Phoebe: Oh, dobra.
Rachel: (do Phoebe) A co cię obchodzi ten facet od Paryża ???
Phoebe: To wycieczka dla 2 osób! (Wstaje i się przygotowuje.) Przepraszam. (Podchodzi do stolika 4.) Czy tu siedzi osoba, która wygrała wycieczkę do Paryża ???
Emil Alexander: To ja.
Phoebe: Oh, czarująco. (Wyciąga do niego rękę i chce, żeby on ją pocałował, ale on ją tylko potrząsa.)
[Przeniesienie do Joey'a i Rachel podchodzących do stolika.]
Joey: Uhh, przepraszam, czy przy tym stoliku siedzi Pan Bowmont ???
Pan Bowmont: To ja.
Joey: Ahh, tak. (Stawia Rachel przed sobą, żeby ona wszystko załatwiła.)
Rachel: Oh cóż, witam. To pana szczęśliwy dzień panie Bowmont, nasz jacht znów jest do kupienia, a pan zapewne zaoferował $18,000.
Joey: Musi pan za nią zapłacić! to nie tylko zgadywanka.
Rachel: (do Joey'a) Dobra. Dobra. (Ucisza go.)
Pan Bowmont: Właściwie to ucieszyłem się, że nie wygrałem. Żona by mnie o to zabiła.
Rachel: Ohh...
Joey: Żartuje pan ???! Na pewno jej się spodoba!
Rachel: T-Tak! Jak ma na imię pana żona ???
Pan Bowmont: Pam.
Rachel: Pam! Oh dobra, proszę sobie wyobrazić: "Pam!"
Joey: Aw-awww!
Pan Bowmont: Nie sądzę, żeby jej się to spodobało.
Rachel: Dobra, uh-uh proszę sobie wyobrazić to: "Pan Bowmont!"
Joey: Oooooh...
Pan Bowmont: Nie wydaje mi się.
Rachel: Dobra proszę posłuchać, narysuję panu obrazek. (Siada koło niego.) Dobra, żegluje sobie pan po rzece Hudson! Wiatr rozwiewa pana w...(widzi, że facet jest łysy)...ramiona! Ma pan ciszę i spokój o jakim zawsze pan marzył! Zbliża się pan do natury! Może pan łowić ryby! Może pan...może pan kupić jeden z tych kapeluszy i sprawić, żeby ludzie mówili do pana "kapitanie", Cappy.
Pan Bowmont: Co mi tam...to na dobry cel! Dobrze!
Joey: Nie ma mowy! Jest moja!!
Rachel: (do Joey'a) Co ???! Co ???!
Joey: To wszystko co mówiłaś ??? Ja tak chce!
Rachel: Ale Joey, nie masz $20,000!
Joey: A kogo to obchodzi ???! Jakoś zapłacę, jakkolwiek, ja chcę "Pan'a Bowmont"!!
[Scena: Mieszkanie Moniki, Chandlera i Phoebe. Monica wynosi śmieci jak Phoebe i Joey wchodzą. Phoebe wstrzymuje oddech.]
Joey: Oh mój Boże, wróciliście!
Phoebe: Ohh, pokaż! Pokaż mi rękę! (Chandler gorączkowo próbuje odpędzić ich od Moniki.)
Monica: Czemu chcesz zobaczyć moją rękę ???
Phoebe: Chcę zobaczyć co masz w ręce. Chcę zobaczyć śmieci.
Joey: Tak.
(Chandler zakrywa twarz rękami jak Joey i Phoebe zaczynają przeglądać śmieci.)
Phoebe: Eww! Oh, to wszystko brudy. Powinnaś to wywalić.
Monica: (podejrzliwie) Dobra. (Wychodzi żeby to wyrzucić.)
Chandler: (jak zamyka drzwi) Co wy żeście zrobili ???!
Phoebe: Co się stało ???
Chandler: Richard też tam był więc nie mogłem!
Joey: Co ???! Nieee... (Phoebe wzdycha.)
Chandler: Zrobił bym to jutro i zaskoczył bym ją, ale teraz zepsuliście to!
Joey: Nie zepsuliśmy!
Chandler: A kto wchodzi do domu i od razu chce widzieć kogoś ręce ???!
Phoebe: Ten kto czyta z dłoni, manikiurzystka, lekarz od rąk...
Joey: Sprzedawca rękawiczek !
Phoebe: Dobre! Tak.
Chandler: To okropne. I co ja mam zrobić ???
Phoebe: Słuchaj, ona tylko coś podejrzewa, nie ??? Nie jest pewna, więc zbij ją z tropu.
Chandler: Właśnie, mogę ją ogłuszyć. Mogę ja przekonać, że w ogóle nie myślę o małżeństwie.
Phoebe: Tak! Tak! Przekonaj ją, że wciąż obawiasz się zaangażowania! Powiedz, że jesteś małym tchórzem!
Chandler: To mogę zrobić, miałem 30 lat praktyki.
Joey: Hey, bycie tobą wreszcie się opłaca! (Przybijają sobie piątki.)
Monica: (wchodzi) Musiałam iść na sam dół bo jakiś idiota zapchał zsyp pudełkami po pizzy!
Joey: Ten gość wciąż to robi ???!
Rachel: (wchodzi) Hey! (Widzi Monikę, wzdycha i podbiega do niej.) Oh mój Boże jesteś, pokaż rękę!!
Phoebe: Nie, już za późno!!! Już wyrzuciła śmieci!!!
[Scena: Przed sypialnią Elizabeth. Ross jest ucieszony, że z nią zerwał. Możemy słyszeć jego myśli.]
Ross: (w głowie) Wow! Dawno nie miałem takiego zerwania! Zachowała się jak dorosła! Wcale nie wydaje się niedojrzała! Popełniłem straszny błąd ???
Elizabeth: (wystawia głowę przez okno) Ross! Czekaj!
Ross: Elizabeth, dzięki Bogu! Właśnie myślałem o...
Elizabeth: Jesteś do dupy!!
Ross: Co ???!
(Rzuca w niego 2 balony, jeden trafia go w głowę, a drugi w nogi.)
Ross: Dobra, zerwanie wciąż aktualne!
[Scena: Central Perk. Chandler wygląda przez okno, a Joey siedzi na kanapie.]
Chandler: Dobra, dobra, idzie! (Siada na kanapie obok niego.) Jak wyglądam ??? Wyglądam jak facet, który nie chce się żenić ???
Joey: Tak! I też trochę jak Francuz. (Obaj patrzą na siebie przez zmrużone oczy przez chwilkę.) Nigdy tego przedtem nie zauważyłem.
Monica: (wchodzi) Cześć chłopaki!
Joey: Hey!
Chandler: Hey!
Monica: Co porabiacie ???
Chandler: Oh, siedzimy sobie, gadamy o stronach internetowych. (Joey się śmieje.) Tak, widzieliśmy właśnie bardzo ciekawą stronę o małżeństwie i gadamy jak bardzo jest to nie potrzebne i że przez to tylko rząd ma ludzi na oku.
Joey: (śmieje się) Tak, wielki bracie.
Monica: To trochę szalone. Chociaż cieszę się z tego, że poszerzacie swoje horyzonty wiedzy o to, co znajdziecie w Internecie.
Chandler: Tak, cóż...Ale wiesz to mnie tylko zaciekawiło i zacząłem się zastanawiać po co ktokolwiek chciał by brać ślub ???
Monica: Po co ???! Żeby uczcić wspólny związek! Żeby umocnić więź! Żeby zadeklarować miłość drugiej osobie na zawsze!
Chandler: Eh...
Monica: Dobra, dobrze wiedzieć.
(Z zewnątrz dobiega dźwięk ciężarówki, a przez okno widać, że "Pan Bowmont" został dostarczony.)
Joey: (podniecony) "Pan Bowmont" już tu jest!!! (Podskakuje z kanapy i wybiega na ulicę.)
[Scena: Kuchnia restauracji Moniki. Ona coś tam gotuje jak jedna z kelnerek wtyka głowę przez drzwi.]
Kelnerka: Hey Monica, mamy klienta, który chce pochwalić kuchnię szefowej, mam go wpuścić ???
Monica: Jasne, uwielbiam to! (Zaczyna się krzątać, żeby wyglądało, że jest zajęta.)
Kelnerka: (do klienta) Proszę wejść.
(Klientem okazuje się być...)
Richard: Cześć!
Monica: Richard!
Richard: Właściwie to nie jestem tu, żeby chwalić kuchnię.
Monica: Ohh...oh, to dobrze, nienawidzę jak ludzie tu wchodzą i prawią komplementy. Jakbym nie miała nic innego do roboty! Więc co jest ???
Richard: Naprawdę było super widzieć cię tamtego wieczoru.
Monica: Oh, ciebie też. Przyszedłeś tu, żeby mi o tym powiedzieć ???
Richard: Nie! Przyszedłem tu, żeby ci powiedzieć o czymś innym. (cisza) Przyszedłem tu...(cisza)... żeby ci powiedzieć, że wciąż cię kocham.
KONIEC