"Dziecko w autobusie"


Oryginał napisany przez: Betsy Borns
Przepisane przez: Mindy Mattingly Phillips [mmatting@indiana.edu]
Drobne dodatki i poprawki naniesione przez: Dan Silverstein.
Tłumaczenie: Sito


[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel.]

MONICA: Kto da wenny-Benny boy ??? Ty Wenny-wenny-Benny-Benny boy, tak. Nie płacz. Nie płacz. Czemu on wciąż płacze ???

ROSS: Ja go potrzymam przez chwilkę. Taak. (Ben przestaje płakać) Huh ??? No i już.

MONICA: Może to przez mnie ???

ROSS: Nie bądź głupia. Ben cię kocha. Jest po prostu marudny.

CHANDLER: Wiecie, raz spotykałem się z jedną marudną. Świetna dziewczyna, ale trochę marudna.

ROSS: No i już. Wszystko dobrze. (oddaje Bena Monice)

MONICA: Jest mój mały chłopczyk. (Ben znowu zaczyna płakać)

CHANDLER: Mogę coś sprawdzić ??? (Zabiera Ben'a. Kiedy zbliża go do Moniki, Ben płacze. Kiedy go odsuwa Ben przestaje.)

JOEY: Super.

MONICA: On mnie nienawidzi. Mój bratanek mnie nienawidzi.

ROSS: Daj spokój.

MONICA: A co będzie, jak moje własne dziecko będzie mnie nienawidziło ??? Huh ??? Co wtedy zrobię ???

CHANDLER: Monica, przestaniesz ??? To szalone. Wiesz ile to potrwa zanim dojdziesz do tego ??? Nawet nie masz chłopaka. Joey, prawda, że nie jest gruba.

INTRO

(Chandler trzyma piłkę do kosza i przybliża ją i oddala od Moniki, tak jak przedtem Bena)

JOEY: Goo, goo, goo (jak piłka jest dalej), waaah! (wrzeszczy jak piłka jest blisko)

MONICA: Bardzo śmieszne. Pokaż. (wyrzuca piłkę przez okno)

{Ross zaczyna się krztusić}

JOEY: Wszystko w porządku, Ross ???

ROSS: Nie wiem. Co jest w tym placku ???

MONICA: Uh, nie wiem, masło, jajka, mąka, cytryna, kiwi...

ROSS: Kiwi ??? Kiwi ??? Mówiłaś, że tylko cytryny.

MONICA: Nie prawda, mówiłam, że kiwi. Dlatego jest taki dobry.

ROSS: I dlatego zaraz umrę. Jestem uczulony na kiwi.

MONICA: Nie jesteś. Jesteś uczulony na homara, fistaszki i...o mój Boże.

ROSS: Ugh.

MONICA: O mój Boże.

ROSS: Ugh. Jest coraz gorzej.

MONICA: Czy powiększa ci się język ???

ROSS: Albo kurczą mi się usta.

MONICA: W porządku, bierz płaszcz, jedziemy do szpitala.

JOEY: Wyjdzie z tego ???

MONICA: Jasne, dostanie tylko zastrzyk.

ROSS: Wiecie, wiecie, właściwie to już mi lepiej. Na prawdę. Nie jedźmy. Ktoś chce zagrać w scrabble ???

MONICA: Płaszcz! I to już.

ROSS: A co z Benem ??? Nie możemy go zabrać do szpitala.

CHANDLER: My go popilnujemy.

ROSS: Nie sądzę.

JOEY: Co ??? Mam 7 sióstr katoliczek. Opiekowałem się setkami dzieci. Pozwól nam, chcemy to zrobić, nie ???

CHANDLER: Chciałem pograć w kosza, ale już grałem.

ROSS: Ok, na spacer załóżcie mu czapeczkę, w lodówce jest jeszcze mleko, a pieluchy w torbie.

JOEY: Czapeczka, mleko...jasne.

ROSS: ??? ??? ??? (niewyraźnie mówi) Thro up a thro thro--a thro thro!

JOEY: Uznaj to za zrobione.

CHANDLER: Zrozumiałeś to ???

JOEY: Tak, mój wujek Sal też ma duży język.

CHANDLER: To ten z ładną żoną ???

(Central Perk)

PHOEBE: Hey Rach, chcesz usłyszeć moją nową piosenkę, którą napisałam pod prysznicem ???

RACHEL: Ok.

PHOEBE: (śpiewa) "Jestem pod prysznicem i piszę tą piosenkę, powstrzymaj mnie jak ją słyszałeś. Moja skóra jest w mydle, a moje włosy są mokre, a Tegrin śpiewane od tyłu to Nirget.

TERRY: Uh, Rachel, kochanie, możemy porozmawiać ???

RACHEL: O co chodzi ???

TERRY: F.Y.I.. Postanowiłem zapłacić zawodowemu muzykowi, żeby grał w niedzielne popołudnia. Nazywa się Stephanie...coś tam i podobno jest dobra.

RACHEL: No a co z Phoebe ???

TERRY: Rachel, nie chodzi o to, że jest zła...jest tak kiepska, że mam ochotę włożyć sobie palec w oko i pogrzebać w mózgu.

RACHEL: Ok, ok, nie jesteś jej więc fanem, ale daj spokój nie możesz jej tego zrobić.

TERRY: Uh...{wskazuje na Rachel}

RACHEL: Oh, nie, nie, nie, nie. Oh nie, nie, nie, nie. Muszę to zrobić ???

PHOEBE: (śpiewa) Piana, spłukać, powtórzyć, i piana, spłukać, powtórzyć, i piana, spłukać, powtórzyć, ile trzeba.

(Chandler i Joey są obładowani dziecięcymi rzeczami, i Benem)

CHANDLER: Wiesz, myślę, że spakowaliśmy za mało rzeczy. Spakowałeś nocniczek ???

JOEY: Zobaczysz, opłaci się. Wiadomo, że kobiety uwielbiają dzieci, nie ??? Kobiety lubią też facetów, którzy lubią dzieci. Chodzi o wrażliwość. Szybko, wyceluj w tamte panienki. Może jedna się wyrwie. Nie, nie czekaj, zapomnij o tamtych, mamy jedną tu, po lewej. Dobra, daj mi dziecko.

CHANDLER: Nie, ja go trzymam.

JOEY: Nie, poważnie.

CHANDLER: Oh, poważnie chcesz go ???

CAROLINE: Witaj.

BOYS: Cześć.

CAROLINE: A kim jest ten mały cukiereczek ???

CHANDLER: Więc może jestem nieskromny, ale to ja???

JOEY: Chcesz go powąchać ???

CAROLINE: Mówimy o dziecku, nie ???

JOEY: Oh, tak. Ma taki dziecięcy zapach. Zaciągnij się nad główką.

CAROLINE: Właśnie podskoczyła mi macica.

JOEY: (do Chandlera) A nie mówiłem ??? mówiłem ???

CAROLINE: To miło, że się zdecydowaliście i robicie to.

CHANDLER: Bo jesteśmy wspaniali.

CAROLINE: Wiecie, mój brat i jego chłopak starają się o adopcję od 3 lat. Do której agencji poszliście ???

(Central Perk)

PHOEBE: But, ale ja tu występuję. Ja tu gram. Moje imię jest tam napisane kredą . Nie da się wymazać...kredy.

RACHEL: Skarbie, przykro mi.

PHOEBE: I będzie jej płacił ??? Dlaczego od razu nie da jej tronu i korony i tego...złotego patyka z kulką na czubku.

RACHEL: Terry to osioł, ok ??? Dlatego zawsze tak mówimy "Terry to osioł!" To stąd to się wzięło.

PHOEBE: Tak, ok. Prawdopodobnie zrobiłaś wszystko co mogłaś.

RACHEL: Ok, wiesz co, zobaczę co jeszcze da się zrobić. W porządku, czekaj. {do Terry'ego} A nie może zagrać po Stephanie coś tam...i tak jej nie płacisz.

TERRY: No nie wiem.

RACHEL: Daj spokój, Terry, Wyczyszczę nawet express do cappucino.

TERRY: Nie czyściłaś tego ???

RACHEL: Oczywiście, że tak. Znaczy się...tym razem go doczyszczę.

TERRY: Oh, w porządku, niech będzie.

RACHEL: {do Phoebe} Zrobione.

PHOEBE: Naprawdę ???

RACHEL: Jasne. Kto dla ciebie pracuje ???

PHOEBE: Oh! O mój Boże. To takie ekscytujące. Ile mi zapłaci ???

RACHEL: Co ???

PHOEBE: Mówiłaś, że płaci ludziom, którzy dla niego grają.

RACHEL: Oh, nie, nie nie. Zapłaci tej kobiecie, bo ona jest...profesjonalistką.

PHOEBE: Nie chcę być jedyną, która nie dostanie pieniędzy.

RACHEL: Ale Pheebs.

PHOEBE: Nie, huh uh, przykro mi, nie. Nie jestem jakąś tam byle grupą charytatywną. Wiesz co, w tym mieście są tysiące miejsc, gdzie ludzie z przyjemnością zapłacą za moją muzykę. (Na chodniku przy Central Perk'u, śpiewa) Kiedy gram, gram dla siebie i nie potrzebuje waszej łaski. (Ktoś wrzuca monetę do jej pudła na gitarę) Dziękuję! La la la la la la la....

{Szpital...Ross panikuje}

ROSS: Nie ma mowy, żebym wziął zastrzyk. Może mogli by zdjąć igłę i trysnąć mi to do ust.

DOCTOR: Witam. Jestem Dr. Carlin. Widzę, że ktoś ma tu alergię.

MONICA: Czy mogła bym z panem porozmawiać ??? Mój brat ma malutką fobię na punkcie igieł.

ROSS: Powiedziałaś mu o tryskaniu ???

MONICA: Mój brat, doktor filozofii chciałby wiedzieć czy zabieg można wykonać doustnie.

DOCTOR: Nie, w tej sytuacji konieczny jest zastrzyk...teraz.

ROSS: No i co ???

(Monika potrząsa głową, że nie.)

ROSS: Ohhh.

MONICA: Dobrze, usiądź sobie. Pan doktor powiedział, zę trzeba igłą, więc bądź dzielny. Zrobisz to dla mnie ???

ROSS: Ok.

MONICA: Ok. Oh mój chłopiec. Jesteś taki odważny. Chcesz złapać mnie za rękę ??? Dobrze, Ross, tylko nie za mocno. Kochanie, nie tak mocno! Oh, Ross! Puszczaj!!!

{Ulica. Chandler i Joey noszą dziecko.}

CHANDLER: Świetny plan, Joe. Następnym razem jak będziemy chcieli poderwać panienkę, to lepiej będzie pójść do baru dla gejów. Taxi, taxi!

JOEY: Hey, hey, patrz na te talenty.

CHANDLER: (do kierowcy) Tylko ćwiczyłem. Bardzo dobrze. Szybciej.

{W autobusie.}

DZIEWCZYNA 1 : Hey, wy. Jest taki słodki.

CHANDLER: Ok, możesz mu to powiedzieć, bo myśli, że jest zbyt różowy.

DZIEWCZYNA 2 : To co dzisiaj robicie ???

JOEY: Razem nic. Nie, nie. Jesteśmy tylko dwoma hetero z synem naszego hetero łażącymi po ulicy.
CHANDLER: Skończyłeś ???

JOEY: No.

DZIEWCZYNA 1: Oh, to nasz przystanek.

JOEY: Nie gadajcie. To nasz przystanek.

DZIEWCZYNA 2: Też tu mieszkacie ???

JOEY: Jasne...w budynku przy...chodniku.

CHANDLER: Znacie to ???

JOEY: Hey, skoro jesteśmy sąsiadami to może pójdziemy na drinka ???

DZIEWCZYNA 1: To idziemy do Marquel'a ???

CHANDLER: Oh, jasne, wszyscy nas tam znają.

DZIEWCZYNA 2: A gdzie wasze dziecko ???

CHANDLER AND JOEY: (biegną za autobusem) Ben! Ben! Ben!

CHANDLER: Świetnie, może cię usłyszy i pociągnie za linkę.

BOTH: Zatrzymać autobus! Czekać! czekać! czekać! {Wybiegają zza zakrętu i widzą na ulicy TRZY jednakowe autobusy - wszystkie odjeżdżają}

{Szpital.}

MONICA: Jest pan pewien, że nie jest złamana, bo naprawdę boli.

DOCTOR: Nie, to tylko zgniecenie kości. A, tu rana kłuta od pierścionka.

ROSS: Przepraszam. Naprawdę przykro mi. Przepraszam. Przepraszam! Hey! Hey! Znów wymawiam "S"! Uczcimy to później.

{Ulica}

PHOEBE: (śpiewa) ... z podwójnie, podwójnie nasztachanym chłopcem. Hey. Więc to ty jesteś tą zawodową gitarzystką ???

STEPHANIE: Tak. Jestem Stephanie.

PHOEBE: Racja. Moje imię było tam, ale teraz zostało tu tylko ciasto z makiem. Ile znasz chwytów ???

STEPHANIE: Wszystkie.

PHOEBE: Taak, a znasz D ???

STEPHANIE: Tak.

PHOEBE: Ok, a znasz A'mol ???

STEPHANIE: Tak.

PHOEBE: Ok, a wiesz jak przejść z D do A'mol ???

STEPHANIE: Tak.

PHOEBE: Ok. Czy twoja gitara ma pasek ???

STEPHANIE: Nie.

PHOEBE: Oh. A moja ma. (śpiewa) Stephanie zna wszystkie chwyty...(robi minę)

{Ulica}

CHANDLER: (przez telefon - budka) No dalej, Podnoś! Podnoś! Halo ??? Przedsiębiorstwo transportu ??? Tak, halo. Prowadzę badania do książki i chciałem się dowiedzieć co trzeba by zrobić, gdyby ktoś zostawił dziecko w autobusie. Wiem, że to głupia postać.

JOEY: Cześć, jest tak. Zostawiliśmy fotelik dla dziecka w autobusie, ze spacerówki, biały z rączką...oh i było w nim dziecko. Chce ciebie.

{Central Perk}

RACHEL: Ok, słuchajcie wszyscy, powitajmy w Central Perk...

PHOEBE: (śpiewa wkurzona) Terry to osioł, nie pozwala mi pracować i nienawidzę Central Perk'u! - {W oryginale brzmi to o wiele lepiej.}

RACHEL: Uh, powitajmy Stephanie Schiffer.

STEPHANIE: Dziękuję. Chciała bym zacząć od piosenki, którą napisałam do mojej pierwszej miłości. (śpiewa) Zachary.

PHOEBE: (śpiewa/krzyczy) Możesz mnie cmoknąć! {oczywiście chodzi o Terry'ego}

{Biuro Rzeczy Znalezionych w Miejskiej Komunikacji}

CHANDLER AND JOEY: Cześć. To my dzwoniliśmy w sprawie dziecka. Zostawiliśmy je w autobusie. Jest tu już ??? Jest ???

PRACOWNIK BIURA: Jest tu. (Chandler i Joey ściskają się z radości) Rozumiem, że jeden z was jest ojcem.

CHANDLER: To ja.

JOEY: Ja nim jestem.

CHANDLER: Właściwie to obaj jesteśmy ojcami. (Obejmuje Joey'ego)

BOTH (ale dla różnych dzieci): Oh, Ben! Hey, stary!

CHANDLER: Powiedz, że wiesz który jest nasz.

JOEY: Ten ma na koszulce kaczuszki, a ten klowny. Ben na pewno nosił kaczuszki.

CHANDLER: Ok.

JOEY: Albo klowny. Oh, oh czekaj. Ten to na pewno Ben. Pamiętasz, miał taki słodki pieprzyk przy ustach.

CHANDLER: Tak ???

JOEY: Tak.

CHANDLER: Hey, Ben, pamiętasz nas ??? {Chce zabrać dziecko} Ok, pieprzyk spadł.

JOEY: Ahh!

CHANDLER: No i co zrobimy ??? Co będzie ???

JOEY: Uh, uh, rzucamy monetą. Kaczuszki, albo klowny.

CHANDLER: Oh, będziemy rzucać o dziecko ???

JOEY: Masz lepszy pomysł ???

CHANDLER: Dobra.

JOEY: Reszka.

CHANDLER: Rzeczywiście reszka.

JOEY: Tak! Whew!

CHANDLER: Musimy jeszcze zdecydować co będzie na reszkę.

JOEY: No tak. Ok, ok, uh, reszka to kaczuszki, bo kaczuszki mają głowę.

CHANDLER: Kto ci dawał takie okropne klowny na urodziny???

(na chodniku przy Central Perk'u)

RACHEL: Hey.

PHOEBE: Oh, cześć.

RACHEL: Masz. Pomyślałam, że może ci być zimno.

PHOEBE: Dziękuję.

RACHEL: No, chyba nieźle ci poszło.

PHOEBE: 8 dolarów i 27 centów. Ale nie całkiem, bo 2 pierwsze włożyłam sama, żeby lepiej się poczuć.

RACHEL: No i lepiej ci ???

PHOEBE: Nie. Granie za pieniądze to nie dla mnie. Wiesz kiedy śpiewałam "Sa-Sa-Samobójstwo", dostałam dolara 75 centów. A potem przy "Śmierdzącym kocie", tylko 25 centów i prezerwatywę. Żal mi trochę tego Śmierdzącego kota.

RACHEL: Myślę, że nie wszyscy go rozumieją. Gdyby wszyscy dostawali tylko zdrowe zwierzęta to...whoosh!

PHOEBE: To jeszcze nie to. Kiedyś śpiewałam, bo sprawiało mi to przyjemność, a teraz wszystko kręci się tylko wokół pieniędzy.

RACHEL: Gościom cię brakowało. Kilka osób poprosiło nawet o "Śmierdzącego kota".

PHOEBE: Naprawdę ??? Kto ???

RACHEL: Ja. Wiem, że nie da się na niej zarobić, ale to moja ulubiona.

CHŁOPAK: Cześć, czy przypadkiem nie wrzuciłem ci prezerwatywy ??? Wynikła pilna sprawa.

PHOEBE: Tak. Proszę.

CHŁOPAK: Dzięki bardzo. Hey Christine, już mam!

(Mieszkanie Moniki i Rachel)

ROSS: Dziękuję, że ze mną poszłaś. I przepraszam, że prawie złamałem ci rękę.

MONICA: Nie ma sprawy. Przepraszam, że cię otrułam.

ROSS: Tak. A pamiętasz jak wbiłem ci ołówek w rękę ???

MONICA: Pamiętać ??? A myślisz, że co to jest...pieprzyk ???

ROSS: Oh.

MONICA: Czekaj, a pamiętasz jak rzuciłam ci dynią w twarz ???

ROSS: Oh, kurczę. A jak wetknąłem ci kij od szczotki w szprychy i wyleciałaś na krawężnik ???

MONICA: Nie. Ale pamiętam jak mi o tym opowiadali.

ROSS: Mam nadzieję, że Ben będzie miał małą siostrzyczkę.

MONICA: Tak. A ja, że mu dokopie.

ROSS: Przyniosę świeży plaster. A pamiętasz jak obciąłem nogi twojemu Kenowi ???

MONICA: To byłeś ty ???

ROSS: Wdało się zakażenie. Nie udało by mu się przeżyć.

{wchodzą chłopaki}

MONICA: Mój mały bratanek. Chodź malutki. Moje małe dziecko. Hey, Ben. Hey, nie płacze.

CHANDLER: (patrzy przestraszony na Joey'ego) Hey, nie płacze.

(Ben zaczyna płakać)

JOEY: Yes! Jest jeszcze placek.

ROSS: Jestem tu. Jak tam mój mały chłopiec ??? Chcesz, żeby tatuś ci zmienił pieluchę ??? Jak się bawiłeś z wujkami ???

JOEY: Oh, jechaliśmy nawet autobusem.

ROSS: Ohhh. Duży chłopiec, jechał nawet autobusem...Hey, mam pytanie. Dlaczego tu jest napisane "opieka społeczna" ???

CHANDLER: To ci się spodoba.

ROSS: Potrzymaj go na chwilkę ??? Chodźcie no tu.

CHANDLER: Odsuń się...mam kiwi. Uciekaj, Joey, uciekaj!

KOŃCOWE NAPISY


STEPHANIE: (śpiewa) Śmierdzący kot, śmierdzący kot, czym oni cię karmią ???

PHOEBE: Nie, nie, nie. Źle. To idzie tak "Śmierdzący kot, śmierdzą-ą-ący kot".

STEPHANIE: Śmierdzący kot, śmierdzą-ą-ący kot...

PHOEBE: Lepiej. Tak.

STEPHANIE: Tak ???

PHOEBE: Tak, znacznie lepiej. Nie denerwuj się bo to trudna piosenka.

STEPHANIE: No.

PHOEBE: Jeszcze raz ???

STEPHANIE: Tak. Od początku ???

PHOEBE: Ok, nie ma początku. Taki urok tej piosenki. Śpiewaj za mną ???

STEPHANIE: Ok.

PHOEBE: Mmmm hmmm.

RAZEM: Śmierdzący kot, śmierdzący kot, czym oni cię karmią ??? Śmierdzący kot, śmierdzący kot, to nie twoja wina.
{Stephanie dodaje jakieś zakończenie do piosenki}

PHOEBE: To już za dużo.
KONIEC