"Ucieczka małpy"
Napisane przez: Jeffrey Astrof i Mike Sikowitz.
Przepisane przez: guineapig.
Tłumaczenie: Sito.
[Scena: Central Perk. Rachel rozmawia z klientem.]
Rachel: Dobra, dobra, sprawdziłam. Mamy Earl Grey, angielską śniadaniową, z cynamonem, rumiankową, mieszankę miętową, jeżynową, i.. oh, zaraz, jeszcze jedna, um.. z cytryną. To nie pan prosił o herbatę, co ??? [Facet potrząsa głową, że nie] Dobra.
INTRO
[Scena: Central Perk. Monica wchodzi z pocztą w ręku.]
Monica: Poczta, Rachel Green, prycza 7.
Rachel: Dzięki. [przegląda to] Oh, super! Darmowa próbka kawy!
Monica: Oh dobrze! Bo skąd mieli byśmy tu wziąć jakąś ???
Rachel: Oh. Jasne. ...Oh świetnie.
Monica: Co to jest ???
Rachel: Broszura małżeńska. Matka przysyła mi te informacje o zaręczonych dla "inspiracji". O mój Boże! O mój Boże, to Barry i Mindy!
Monica: Barry, którego prawie...???
Rachel: Barry, którego prawie.
Monica: I Mindy, twoja druhna ???
Rachel: Mindy, moja druhna. Oh!
Monica: [bierze to] To jest Mindy ??? Wow, ładna. [Widzi spojrzenie Rachel] Szczęściara. Ma taką przyjaciółkę jak ty.
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Rachel i Ross jedzą chińskie żarcie.]
Ross: Marcel. Przynieś mi ryż. Przynieś ryż, no dalej. Dobrze, dobrze. Chodź tu, przynieś mi ryż. [Marcel przynosi ryż] Dzięki, dobra małpka. Nareszcie nauczył się rozróżniać pojęcia: "przynieś" i "nasikaj". [Rachel ignoruje to] "Przynieś" i "na... ???
Rachel: Co ???
Ross: Cześć.
Rachel: Oh, przepraszam. Oh, to takie głupie! Dałam sobie spokój z Barry'm ??? Powinnam się cieszyć ich szczęściem! I się cieszę, cieszę się.
Ross: Tak.
Rachel: Nie. Oh, oh, chyba było by inaczej jakbym była...z kimś.
Ross: Zaraz, uh, co się stało z, uh, "zapominam o związkach"! Skończyłam z facetami! Całym tym embargiem na penisy ???
Rachel: Oh, nie wiem. To nie chodzi tu o facetów, chodzi o tego właściwego, wiesz ??? Znaczy się, z Barry'a, byłam bezpieczna i było mi łatwo, ale nie było tego żaru. Z Paolo'em, był żar! To był tylko czysty zwierzęcy sex...
Ross: Czekaj, czekaj. Rozumiem. Byłem tam.
Rachel: Myślisz, że można mieć oba naraz ??? No wiesz ??? Kogoś kto jest naprawdę twoim prawdziwym przyjacielem, ale też kogoś, kto potrafi kręcić twoje palce u stóp ???
Ross: Tak. Tak. Tak! Tak, naprawdę! Właściwie to zabawne, bardzo często, ktoś kogo nie podejrzewasz, że mógłby kręcić ci palce, jest tym...
[Wchodzi pozostała czwórka]
Monica: Cześć.
Ross: ...Któremu przerywają. Cześć!
Rachel: Cześć, jak tam film ???
Monica: Cudowny!
Phoebe: Bardzo dobry!
Joey: Dziadostwo.
Chandler: Szmira.
Phoebe: Przykro mi, że to nie był jeden z tych filmów, jakie, wiecie, pełno broni i bomb, autobusy jeżdżą bardzo szybko...
Joey: Hey, nie potrzebuję przemocy, żeby film mi się podobał. Wystarczy trochę nagości.
Monica: Była nagość!
Joey: Chodzi mi o damską nagość. Dobra ??? Nie muszę patrzyć jak Lou Grant baraszkuje.
Monica i Phoebe: Hugh! Hugh Grant!
Ross: Dobra, muszę lecieć. Dalej, Marcel! Chodź! Idziemy się wykąpać. Idziemy, no nie ??? Tak, idziemy.
Chandler: Oni wciąż są tylko przyjaciółmi, nie ???
Rachel: [do Marcel'a] Do zobaczenia jutro!
Ross: Właśnie, jutro spędzisz dzień z ciocią Rachel.
Monica: Oh, zaraz, zaraz. Czy ciocia Monika ma tu coś do powiedzenia ???
Ross: Proszę, ciociu Moniko, proszę ??? Oh. Nawet cię tu nie będzie.
[Scena: Chłopaki w pizzerii Joe-G.]
Chandler: Nie wierzę, że o tym rozmawiamy.
Joey: Zgadzam się. Ja też nie wierzę.
Chandler: Nie sądzisz, że gdyby coś miało by się stać z Rachel, to już by się stało ???
Ross: Mówię wam, powiedziała, że pragnie związku z kimś dokładnie takim jak ja.
Joey: Naprawdę tak powiedziała ???
Ross: Ja dodałem tą cześć "dokładnie takim jak ja"... Ale powiedziała, że szuka kogoś i właśnie ktoś taki będzie wieczorem.
Joey: Wieczorem dziś ???
Ross: Myślę, że będzie idealnie. Wiecie, będziemy tylko my, a ona cały dzień będzie opiekować się moją małpką...
Chandler: Już nie pamiętam kiedy dziewczyna opiekowała się moją małpką.
Ross: No więc, po pracy kupię butelkę wina, pójdę tam, uh, pozalecam się do niej.
Chandler: Hey, wiesz co powinieneś zrobić ??? Powinieneś zabrać ją w rok 1890, kiedy używali takich zwrotów.
[Przeniesienie do Rachel, opiekującej się Marcel'em. Oboje oglądają telenowelę.]
Rachel: No widzisz, ta z piórkowym boa, to dr Francis. Ona kiedyś była facetem. Dobra, a teraz patrz, widzisz, to Raven. Jej nienawidzimy. Cieszymy się, że umiera. Dobra... [Marcel zrzuca poduszkę, żeby odkryć leżący tam but] Co...co...Marcel, bawisz się butami Moniki ??? Wiesz, że nie powinieneś się ba...rany. Marcel, zrobiłeś kupkę do buta ??? [zabiera buta do kuchni] Marcel, niedobra małpka! Oh! Oh! [widzi leżącą broszurę i wyrzuca na nią zawartość buta i potem składa to] Przykro mi, Barry. Mały prezent zaręczynowy. Jestem pewna, że tego się nie spodziewałeś. [Wychodzi z mieszkania zostawiając drzwi otwatre i idzie wyrzucić śmiecia. Marcel wylatuje i biegnie w przeciwnym kierunku. W telewizji słychać strzał i Rachel szybko wbiega do mieszkania] Kto zginął ??? Kto zginął ??? Odwróćcie go! Oh, dalej, odwracajcie go! Oh...! Wiemy że to był Dexter, prawda Marcel ??? Bo... [rozgląda się i widzi, że Marcel uciekł] Marcel ??? Marc... [zauważa otwarte drzwi]
[Przerwa. Wszyscy oprócz Ross'a i Phoebe są w mieszkaniu.]
Joey: Jak mogłaś go zgubić ???
Rachel: Nie wiem. Oglądaliśmy telewizję i potem on narobił do buta Moniki...
Monica: Czekaj. Narobił mi do buta ??? Do którego ???
Rachel: Nie wiem. Do lewego.
Monica: Do których ???
Rachel: Oh. Oh, do tych amiszowych, które pasują do wszystkiego.
Phoebe: [wchodzi] Hey.
Wszyscy: Cześć.
Phoebe: Rany, ooh, czemu powietrze tu jest takie negatywne ???
Chandler: Rachel zgubiła Marcel'a.
Phoebe: Oh nie, jak ???
Monica: Narobił mi do buta.
Phoebe: Do którego ???
Monica: Do tych fajnych czarnych, które często noszę.
Phoebe: Nie, do którego ??? Prawego czy lewego ??? Bo lewy jest szczęśliwy...
Rachel: Dalej ludzie, co zrobimy, co zrobimy ???
Joey: Dobra, dobra. Jesteś małpką. Zgubiłaś się w mieście. Dokąd idziesz ???
Chandler: Dobra, to jego pierwsze wyjście, więc pewnie pójdzie pozwiedzać. Ja pójdę do "Cats" a ty do "Russian Tea Room".
Rachel: Oh, mój, Boże, dalej! On wróci lada minuta! Zabije mnie!
Monica: Dobra, zaczniemy szukać w budynku. Chłopaki na pierwszym i drugim piętrze, a Phoebe i ja trzecie i czwarte.
Rachel: Co ja teraz zrobię ??? co mam zrobić ???
Monica: Dobra, zostań tu i czekaj przy telefonie. Odkaź mojego buta i czekaj, aż Ross cię zabije.
[Wszyscy wychodzą]
Rachel: Ktoś chce się zamienić ??? Oh...
[Przeniesienie na korytarze. Monika i Phoebe pukają do mieszkań. Pojawia się pan Heckles.]
Pan Heckles: Co chcecie ???
Monica: Pan Heckles, nasz przyjaciel zgubił małpkę. Może pan ją widział ???
Pan Heckles: Zostawiłem tu moje belgijskie wafle, brałyście je ???
Monica: Nie!
Phoebe: Po co zostawiał pan belgijskie wafle na holu ???
Pan Heckles: Jeszcze nie byłem na nie gotowy.
Monica: Małpa. Widział pan małpę ???
Pan Heckles: Raz widziałem Regis Philbin'a...
Phoebe: Dobra, dziękujemy panie Heckles. [Odchodzą]
Pan Heckles: Wisicie mi wafle.
Rachel: [przez telefon] Dobra, to mały czarny kapucynek z białą mordką... [Wchodzi Ross] ...z, z dodatkami i ogórkami. Dobra. Dzięki.
Ross: Hey. Jak ci dzisiaj idzie ???
Rachel: Świetnie! Wszystko super. Naprawdę świetnie. Hey, to wino ???
Ross: Tak. Chcesz trochę ???
Rachel: Oh, z przyjemnością. Ale wiesz co ??? Wiesz co ??? Nie pijmy tego tu. Dziwnie się czuję. Chcesz iść do Newark ???
Ross: Uh, dobra, tak, możemy tam iść, ale zanim pójdziemy do stolicy morderstw, chciałem ci coś powiedzieć. Pamiętasz jak wcześniej rozmawialiśmy o, uh, związkach i takich sprawach ??? [otwiera wino] Cóż...
Rachel: Oh Boże, Ross, ja tak nie mogę.
Ross: Dobra, szybko i boleśnie. [zaczyna zamykać butelkę]
Rachel: Oh Boże... Dobra. Już. Ross, proszę nie znienawidź mnie.
Ross: Oh, Co ??? Co jest ???
Rachel: Pamiętasz Marcel'a ???
Ross: ...Tak ???
Rachel: Ja go... zgubiłam.
[Przeniesienie na zewnątrz za oknem. Widać jak Ross reaguje z niedowierzaniem. Widać także jak Marcel siedzi na poręczy na balkonie.]
[Kontynuacja z wcześniej]
Ross: [zły] Nie wierzę. Prosiłem cię tylko, żebyś go miała w mieszkaniu.
Rachel: Wiem, wiem, przykro mi...
Ross: Nie, wiesz co, to chyba też po części moja wina. Nie powinienem cię był prosić o to z małpą. Powinienem zacząć lepiej od ołówka czy długopisu.
Rachel: [na granicy łez] Ross, robię co mogę, wszyscy go szukają, a ja... [dzwonek do drzwi. Rachel leci otworzyć] Oh! Kto tam ???
Kobieta: (przez interkom) Inspekcja zoologiczna.
Rachel: Widzisz ??? Nawet zadzwoniłam do Inspekcji Zoologicznej!
Ross: Zadzwoniłaś do Inspekcji Zoologicznej ???
Rachel: Uh-huh... a co... Nie lubisz ich ???
Ross: Marcel to nielegalne egzotyczne zwierzę. Nie wolno mi go mieć w mieście. Jak go znajdą, odbiorą mi go.
Rachel: Dobra, tego nam nigdy nie mówiłeś...
Ross: Właśnie, ale...ale nie spodziewałem się, że zaprosicie ich do mieszkania!
[Pukanie do drzwi. Rachel szybko otwiera]
Rachel: Cześć, dziękuję za przyjście.
Luisa [inspektorka]: Ktoś wzywał z powodu małpy ???
Rachel: Oh, wiesz co ??? To całkowite nieporozumienie! [Ross obejmuje ją rękami i zachowują się jak para kochanków]
Ross: Tak, wydawało nam się, że mieliśmy małpę, ale jednak nie.
Rachel: Okazało się, że to był kapelusz.
Ross: Kot!
Rachel: Kot! Co ja powiedziałam ??? Kot!
[Luisa kiwa głową, ale wtedy Monica i Phoebe wchodzą]
Monica: Cześć. Sprawdziłyśmy na trzecim i czwartym piętrze, nikt nie widział Marcel'a.
Luisa: Marcel'a ???
Ross: Mojego wujka Marcel'a.
Phoebe: Oh, to po nim nazwałeś małpę ???
Luisa: Dobrze. Wiecie, że za posiadanie nielegalnych egzotyków, uh, grozi do dwóch lat więzienia i konfiskata zwierzęcia ???
Phoebe: O mój Boże. Wsadzicie to biedne stworzenie do więzienia ???
Monica: Pheebs, pamiętasz jak mówiłyśmy o tym, żeby po cichu pierw mówić sobie myśli ???
Phoebe: Tak, ale nigdy nie ma czasu!
Monica: Słuchajcie. Jestem pewna, że jest jakaś pokojowa droga, żeby to załatwić! Um, proszę siadaj. Po pierwsze, nie przedstawiłam się. Jestem Monica Geller.
Luisa: O mój Boże, rzeczywiście! A ty jesteś Rachel Green!
Rachel: Tak!
Luisa: Luisa Gianetti! Ogólniak Lincoln'a ??? Siedziałam za wami w szkole!
Rachel: Luisa ??? O mój Boże! Monica! To Luisa!
Monica: Luisa ze szkoły!
Rachel: Tak!!
Luisa: Nie macie pojęcia kim jestem, co ???
Monica: Nie, ani trochę.
Rachel: Nic.
Luisa: Może dlatego, że przez 4 lata mnie ignorowałyście. Czy tak trudno było powiedzieć: 'Cześć Luisa' ??? Albo 'Ładny kombinezon' ???
Monica: Oh, przykro mi!
Luisa: Ah, nie chodzi o ciebie, ty byłaś gruba, miałaś swoje problemy. [do Rachel] Ale ty ??? Co za zdzira!
Rachel: Co ???!
Monica: Zostawmy to, myślisz, że mogła byś pomóc nam z tą małpą ??? Wiesz, za dobre czasy ??? Za Bobcaty ???
Luisa: Mogła bym... ale nie pomogę. Jak znajdę tą małpę, będzie moja. [wychodzi]
Phoebe: Dun-dun-duuuur! Przykro mi.
[Przeniesienie do innej części budynku. Widzimy Marcel'a wskakującego przez okno i zbiegającego dalej po schodach, potem Chandler i Joey schodzą schodami w wyższego piętra i nawet go nie zauważają.]
Chandler: Marcel ???
Joey: Marcel ???
Chandler: Marcel ???
Joey: Marcel ???
[Podchodzą do jakichś drzwi i postanawiają zapukać. Pojawia się bardzo ładna dziewczyna.]
Dziewczyna #1: Cześć, w czym mogę pomóc ???
[Chandler i Joey oniemieli na chwilkę.]
Chandler: Um, mamy mały wypadek, szukamy czegoś...
Joey: Małpy.
Chandler: Tak, widziałaś tu jakąś ???
Dziewczyna #1: Nie. Nie, nie widziałam małpy. Znacie się na naprawie kaloryfera ???
Joey: Um, jasne! Próbowałaś kręcić gałką w drugą stronę ???
Dziewczyna #1: Oczywiście.
Joey: Oh. To, więcej nic.
[Druga piękna dziewczyna podchodzi do drzwi.]
Dziewczyna #2: Dodałam zbyt dużo rumu ???
[Joey i Chandler patrzą na siebie przez chwilkę.]
Dziewczyna #1: Chwilkę. [do Chandler'a i Joey'a] Mam nadzieję, że znajdziecie swoją małpę. [Zaczyna zamykać drzwi]
Chandler: Oh, zaraz, nie, nie, nie! Uh... może nie znamy się na kaloryferach, ale mamy dość duże doświadczenie w grzaniu i chłodzeniu...
Joey: Uh, czy czasem nie mamy teraz coś zrobić ???
Chandler: Tak, ale te dziewczyny są bardzo gorące, potrzebują naszej pomocy! I są bardzo gorące.
Joey: Nie możemy, dobra ??? [do dziewczyn] Przykro nam. Nie macie pojęcia jak bardzo, ale... Obiecaliśmy znaleźć tą małpę. Jak ją zobaczycie, jest małą i odpowiada na imię Marcel, więc jak dały byście nam kilka waszych zdjęć to było by to bardzo pomocne.
[Dziewczyny szybko zamykają drzwi]
Chandler: Dobra, od tej pory, nie wolno ci się odzywać do innych.
Joey: Marcel ???
Chandler: Marcel ???!
[Przeniesienie do piwnicy. Monika i Phoebe szukają małpy.]
Phoebe: Marcel ???
Monica: Marcel ???
Phoebe: Marcel ???
Obaj: Marcel ???
Phoebe: O mój Boże!
Monica: Co ??!
Phoebe: Coś się otarło o moją prawą nogę!
Monica: Co ???
Phoebe: Oh, w porządku, to tylko moja lewa noga.
[Marcel wydaje jakiś dźwięk.]
Monica: Patrz, Phoebe!
Phoebe: Tak! Oh, chodź tu, Marcel! Oh, Marcel, chodź!
[Luisa pojawia się na schodach]
Luisa: Odsuńcie się panie! [ładuje broń]
Monica: Co zamierzasz zrobić ???
Luisa: Zastrzyk uspokajający.
[W zwolnionym tempie widzimy jak Phoebe pierw patrzy się na Marcel'a, potem na Luisę. Wskakuje na linię strzału.]
Monica: Uciekaj, Marcel, uciekaj! Wiej, Marcel! [Marcel odbiega, a Luisa biegnie za nim. Monica podbiega do Phoebe] W porządku ???
Phoebe: Tak, chyba tak. Oh! [zauważa strzałkę ze środkiem w tyłku i wyciąga ją] Huh. [mdleje] Wow.
Monica: Oh Boże.
[Przeniesienie na hol. Marcel idzie sobie wzdłuż korytarza. Zauważa banana na podłodze i podnosi go. Jakaś ręka podnosi go i zabiera. Przeniesienie na ulicę. Tam szukają Marcel'a Ross i Rachel.]
Ross: Marcel ???
Rachel: Marcel ???
Ross: Marc...oh, to śmieszne! Obszukaliśmy już całą okolicę. Przepadł, po prostu przepadł.
Rachel: Ross, tego nie wiesz.
Ross: Oh daj spokój. Jest zimno, ciemno, nie zna wioski. [w akcie frustracji kopie jakiś znak] A teraz złamałem stopę. Nie mam małpy i złamałem stopę! Bardzo ci dziękuję.
Rachel: Ross, z milion razy już cię przepraszałam. Co mam zrobić ??? Chcesz, żebym też złamała stopę ??? Dobra, złamię sobie stopę. [kopie w znak] Ow!! Oh! O mój Boże, o mój Boże! No i jesteś teraz szczęśliwy ???!
Ross: Tak, tak. Wiesz, dopiero teraz jak kopnęłaś znak! Już mi nie brakuje Marcel'a!
Rachel: Wiesz co, nie zrobiłam tego celowo.
Ross: Oh, nie, nie, nie. To po prostu ty Rachel. Zawsze coś ci się przydarza. Żyjesz odcięta w swoim świecie Rachel, robisz swoje Rachel rzeczy, całkowicie obojętna na czyjeś małpy, czy uczucia...
Rachel: Ross.
Ross: Nawet nie chcę tego słuchać, jesteś...
Rachel: Ross.
Ross: Oh, zapomnij dobra ???
Rachel: Ross!
Ross: Co ??? Co ???
[Obok nich przechodzi facet z pudełkiem bananów. Oboje przez chwilkę się na niego patrzą, a potem kuśtykają za nim]
Oboje: Hey! Hey, Człowiek z bananami!
[Scena: Wszyscy są na holu przed mieszkaniem pana Heckles'a. Ross ma pudełko bananów. Wali w drzwi.]
Phoebe: Oh, to takie poważne. Jedna strona tyłka śpi, a druga nie ma o tym pojęcia.
[Pan Heckles otwiera drzwi]
Ross: Cześć, zamawiał pan banany ???
Pan Heckles: Co z nimi ???
Ross: Oddawaj mi małpę.
Pan Heckles: Nie mam małpy.
Rachel: To po co te wszystkie banany ???
Pan Heckles: Zawierają potas.
[Małpa wydaje dźwięk i Ross wchodzi do mieszkania]
Ross: Marcel ??? Marcel ??? Dobra, gdzie on jest ??? Gdzie ??? Marcel ??? Marcel ???
[Marcel wskakuje na kanapę ubrany w różową sukienkę. Wszyscy wzdychają.]
Ross: Marcel! Co pan mu zrobił ???
Pan Heckles: To moja małpka. to Patti, Patti moja małpka.
Ross: Oszalał pan ??? Chodź, Marcel, dalej. [Marcel zaczyna iść do niego]
Pan Heckles: Chodź, Patti. [Marcel zawraca]
Ross: Chodź, Marcel. [Zawraca do Ross'a]
Pan Heckles: Chodź, Patti. [zawraca do Heckles'a]
Luisa: [naraz się pojawia] Chodź, małpko. Dalej! Dobra małpa! [Marcel wbiega do klatki Luisa'y] Mam cię.
Ross: Dobra, oddawaj mi małpę.
Pan Heckles: To moja małpa.
Luisa: Oboje będziecie to wyjaśniać sędziemu.
Pan Heckles: To nie moja małpa. Moja jest tylko sukienka, możecie ją odesłać.
Ross: Dobra, chcę moją małpę.
Luisa: Nie!
Rachel: Oh, daj spokój, Luisa!
Luisa: Przykro mi, królowo balu.
Ross: [do Rachel] Musiałaś być zdzirą w szkole, nie mogłaś być gruba.
Rachel: Dobra. W szkole byłam królową balu promocyjnego, a ty... też tam byłaś! Ale jak zabierzesz tą małpę, stracę jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Możesz mnie nienawidzić jak chcesz, ale nie karz jego. Dalej, Luisa, masz szansę spełnić dobry uczynek! Skorzystaj!
Luisa: Nie.
Rachel: Dobra. To ja zadzwonię do twojego przełożonego i powiem, że postrzeliłaś moją przyjaciółkę w tyłek strzałką ???
[Scena: Mieszkanie Moniki i Rachel. Rachel i Ross tam są. Ross chce zdjąć sukienkę z Marcel'a]
Ross: Będzie fajnie jak wreszcie to zdejmiemy, nie ??? Tak będzie. [Marcel opiera się ] Albo to jeszcze zostawimy, jak chcesz.
Rachel: Wiesz, do tego dołożyć super buciki i będzie świetny kostium.
Ross: Słuchaj, przepraszam, że byłem dla ciebie taki niemiły, ale ja...
Rachel: Oh, Ross, daj spokój. To moja wina, prawie zgubiłam ci...
Ross: Tak, ale też byłaś tą, która ją odzyskała ??? Byłaś wspaniała. ...Hey, wciąż mamy ta butelkę wina. Jesteś w nastoju, chcesz coś z winogron ???
Rachel: Miło będzie.
Ross: Dobrze. [Idzie po kieliszki. Potem przez chwilkę się waha i wyłącza główne światła. Rachel rozgląda się i jest nieco zaskoczona] Sąsiedzi muszą pewnie odkurzać. [Siada koło niej i nalewa wino] Skoro już jesteśmy w tym temacie tak sobie myślę, uh, jak bardzo źli byliśmy na siebie wcześniej, i, um, tak sobie myślę, że to może częściowo przez to, że byliśmy...
[Barry wpada do mieszkania]
Barry: Rachel.
Rachel: Barry ???!
Barry: Nie mogę. Nie mogę tego zrobić, nie ożenię się z Mindy. Chyba wciąż cię kocham.
Ross i Rachel: Oh!
Ross: Musimy zacząć zamykać te drzwi!
Końcowe napisy
[ Scena: Pozostała czwórka siedzi w Central Perk'u. Przeglądają dawne zdjęcia ze szkoły Moniki]
Monica: To ja. Widzicie te dzieciaki ???
Phoebe: Nie.
Monica: To dlatego, że stałam przed nimi.
Chandler: Eh. Myślałem, że to wzgórze.
Monica: Szkoła średnia to nie był mój ulubiony okres.
Joey: No nie wiem, ja kochałem szkołę. Wiecie ??? To lata pełne randek, imprez, sexu.
Chandler: Tak, ja chodziłem do męskiej szkoły z internatem. Sex wymagał diametralnych zmian zapatrywań.
Monica: Boże, czy to nie wydaje się jakby to było milion lat temu ???
Phoebe: Oh. Oooh! Ooh! Ooh! [wstaje i zaczyna tańczyć] Ooh! Mój pośladek się budzi! Oooh! Ooh!
KONIEC